środa, 10 maja 2017

,,LOSY TEARLINGU" Erika Johansen


Skończyłam już kolejną trylogię, kolejną historię z którą się zżyłam.. Trylogie mają to do siebie, że kiedy już się skończy ostatnią część, to łamią serducho. Kiedy znalazłam pierwszy tom w bibliotece nie sądziłam, że tak bardzo pokocham tę historię i tak bardzo się z nią zżyję. Musiałam aż rok czekać na trzeci tom, a teraz kiedy się skończył, jest mi smutno.

Nie będę nic pisać o fabule, bo po pierwsze nie chcę nic zaspoilerować, a po drugie ciężko byłoby mi coś napisać, ponieważ fabuła jest bardzo rozbieżna. Nie dość, że mamy perspektywę różnych postaci to jeszcze przeszłość i przyszłość, które są ściśle ze sobą powiązane. Mimo natłoku tego wszystkie autorka daje radę i czytając nie gubimy się aż tak bardzo. Przede wszystkim pisarka bardzo skrupulatnie wprowadziła nas w świat Tearlingu już od pierwszych tomów, także nie sposób się pogubić. 

Najbardziej pokochałam tę trylogię za bohaterów, szczególnie za Buławę, nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bardzo go polubiłam i jak bardzo mi na nim zależało. Uwielbiam również Pena, który w tej części też łamie mi serce w dodatku pojawia się może ze dwa razy. Bardzo też pragnęłam poznać Ducha, ale to skąd on pochodzi faktycznie trochę mnie rozczarowało, a jednocześnie trochę zaskoczyło. Główna bohaterka choć często irytująca, również jest bardzo ciekawą postacią. Podziwiam ją za siłę i zawziętość w swoich działaniach. Mimo młodego wieku nie zachowywała się jak klucha, lecz jak silna królowa.
Wkurzył mnie wątek matki głównej bohaterki, jak dla mnie jest totalnie zbędny i w ogóle nie chciałam wiedzieć nic na ten temat, ale jak widać autorka wzięła sobie za cel wyjaśnienie wszystkich wątków, nawet tego kim jest ojciec Kelsea, co też mnie rozczarowało. 

Na początku akcja wydawała mi się jakaś dziwna, nie mogłam za bardzo wszystkiego sobie poukładać, przez to, że minął już rok od drugiego tomu. Natomiast ostatnie 200 str. Co to było!? Siedziałam przyklejona z książką to twarzy, bo nie mogłam uwierzyć we wszystko co się działo. W dodatku książka nagle stała się tak porywająca, że już zaczynałam ubolewać, że zaraz się skończy. Przeżywałam losy bohaterów jakbym sama tam była. 

Wiecie co jest najbardziej zaskakujące w tej trylogii? Brak jakiegokolwiek poważnego wątku romantycznego! No jakoś tak trochę mi go brakowało, chociaż z drugiej strony to też fajna odmiana. Ach te dylematy... To, co było w drugiej części się nie liczy, okaj? To było dziwne. 

"- Ludzie to tylko pionki, Glynn. Pionki, które przestawiasz."

Cała trylogia sprawia też wrażenie jakby z każdym kolejnym tomem była dojrzalsza. Królowa Tearlingu była typową młodzieżówką, w Inwazji na Tearling pojawiło się kilka dojrzalszych i poważniejszych tematów, a trzeci tom jakby już w pełni dojrzał. Tutaj już nie ma miejsca na zwykłą młodzieżówkę, tutaj liczą się losy królestwa, mroczna magia, bunt, polityka i trudne wybory. 

A co sądzę o zakończeniu? Tego pewnie jesteście najbardziej ciekawi, bo słyszałam pewne słowa "że autorka tym zakończeniem zmarnowała potencjał". Moim zdaniem i tak, i nie. Czepiacie się autorki, bo po prostu nie podoba Wam się jak się historia zakończyła, ale nie dostrzegacie tego, że Erika Johansen już tworząc masę wcześniejszych wątków miała plan na takie zakończenie. Ona naprawdę doskonale zaplanowała sobie wszystkie szczegóły, które doprowadziły do takiego finału. Ja nie widzę zmarnowanego potencjału, a naprawdę dobrą autorkę. 
Przecież ona nie zostawiła nas na lodzie jak większość pisarzy, wyjaśniła nam wszystkie wątki! Nie musimy się zadręczać, że czegoś się nie dowiedzieliśmy. Faktycznie troszkę ubolewam nad tym jak się zakończyła ta trylogia, bo naprawdę złamało mi to serducho, ale nie uważam, że autorka je nie zepsuła i nie zmarnowała potencjału.

,,Losy Tearlingu" oraz wcześniejsze tomy to kawał naprawdę dobrej i dopracowanej literatury, przy której bawiłam się doskonale. Pokocham bohaterów z całego serca, przeżywałam wszystko razem z nimi. Ta trylogia jest doskonała od początku aż do końca. Przeżyłam niesamowitą przygodę, której długo nie zapomnę. 

10/10

PS.
Z całej trylogii najbardziej podoba mi się okładka ,,Losów Tearlingu". Jest przecudowna. W ogóle te książki są niesamowicie wydane! ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Witaj mój czytelniku! Cieszę się, że odwiedziłeś mój blog. Liczę że ci się spodobał. Zostaw po sobie mały ślad w postaci komentarza, jest to dla mnie motywacja i uśmiech na twarzy.