Rok 2019 był dla mnie rokiem wyzwań i to sporych. Miałam ciągle rzucane kłody pod nogi, nie wiedziałam czego chcę, miałam sporo problemów z którymi się borykałam. Ale rok 2019 był tym rokiem, w którym chciałam coś zmienić, a przynajmniej zaczęłam się starać i jestem zaskoczona, a zarazem dumna z siebie, że mi się udało. Być może to nie wiele, ale zawsze to jakiś początek, który daje też kopa do dalszego działania.
1. SKREŚLIŁAM ZE SWOJEGO ŻYCIA TOKSYCZNYCH LUDZI
Nawet nie zdawałam sobie sprawę, że tacy są, ale cieszę się, że mnie oświeciło. Sprawiali, że nie byłam sobą, ciągle starałam się przy nich udawać, że jestem kimś innym. Tylko po co? No właśnie. Ich i tak guzik to obchodziło. Byłam dla nich kiedy im to odpowiadało, a nie kiedy ja ich potrzebowałam. W końcu zdałam sobie sprawę z tego, że mogę się obejść bez nich, że świat jest pełen innych ludzi. Albo, że po prostu wolę być sama niż mieć wokół siebie fałszywe osoby. Nauczyłam się czerpać radość z życia dla siebie i włączać radar na takich ludzi.
2. ZACZĘŁAM SIĘ ZDROWO ODŻYWIAĆ
Lepiej późno niż wcale. Wcześniej było mi obojętne co jem, albo inaczej, jadłam wszystko co kocham, i co mi smakowało w dużych ilościach, tylko że nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo szkodzi to mojemu organizmowi, i że kiepsko się po tym jedzeniu czuję. Nie wiem jak to się dokładnie stało, że zaczęłam jeść zdrowo i przygotowywać sobie wartościowe posiłki, ale pamiętam, że gdzieś urywkami łapałam informacje z książek i od ludzi, co jest dobrze jeść, a co lepiej omijać. Przekonały mnie zwłaszcza wady, na temat takiego stylu życia jaki prowadziłam. Może nie każdego by przekonały, ale myślę, że z wiekiem stałam się bardziej świadoma i odpowiedzialna. Zrozumiałam, że zdrowe jedzenie przełoży się na moją energię, chęci działania, ale także na cerę. Na początku nie było łatwo zrezygnować z nawyku sięgania po prostą żywnością śmieciową, ale nie rzuciłam tego nagle, a stopniowo jedząc tego coraz mniej. Przeraził mnie fakt, że wrzucam w siebie ogromne ilości chemii.
Nauczyłam się czytać etykiety na produktach i nawet jeśli mam na coś sporą ochotę, to po odkryciu składników robi mi się nie dobrze i rezygnuję. Oczywiście to nie jest do końca tak, że całkowicie zrobiłam się fit, jestem człowiekiem i też mam ochotę czasami na sztuczne świństwo, ale nawet wtedy staram się wybrać najlepszy zamiennik, który jest choć ciutkę zdrowszy.
3. WYBIERAM DOKŁADNIEJ KSIĄŻKI
Co jest niesamowicie trudną sztuką, kiedy wciąż pojawia się tyle przekonujących opinii, a wydawnictwa projektują coraz to piękniejsze okładki. Kiedyś ulegałam większości książek i później tego żałowałam bo piętrzył mi się stosik na szafce nocnej, a lista w notesie niebezpiecznie się wydłużała, a życie zdecydowanie robi się coraz krótsze. Najgorsze było to, że czytałam bardzo wiele tytułów, które były totalnie bezwartościowe albo po prostu kiepskie i żałowałam, że straciłam na nie czas.
Kiedy trafiłam parę razy na dobre książki, które wprawiły mnie w dużo głębszą refleksję, które kazały mi się przy sobie zatrzymać na dłużej i w pełni zrozumieć przekaz, zrozumiałam, że muszę nauczyć się selekcjonować to, po co sięgam. Nie było łatwo, bo wciąż kusiła mnie banalna literatura, ale nauczyłam się robić głębszą analizę tego, czy na pewno chcę to czytać i podziałało, z większości rezygnowałam. Po dłuższym czasie już wiem jak wybierać takie książki, które trafią do mojego serca, zszokują mnie i długo o nich nie zapomnę. Wiem już co chcę czytać i nie kieruję się tylko intuicją.
4. ZACZĘŁAM PIĆ DUŻO WODY
Brzmi banalnie, prawda? Ale wcale tak nie jest. Łatwiej jest wlać w siebie butelkę wina niż wody.
Okres w którym przerzuciłam się ze sztucznych napoi i soków kartonowych na wodę miałam już wiele lat temu, ale dopiero w tym roku przeczytałam o tym, ile trzeba pić jej dziennie i jaki to ma wpływ na organizm. Nie tak łatwo wprawić się w nawyk picia co najmniej 1,5 litra wody dziennie. Po prostu zapominam, a pragnienie nie pojawia się tak często. Znalazłam dobry sposób, w pracy kupowałam dużą butelkę wody i do końca zmiany (9h) dawałam sobie za wyzwanie wypicia jej i działało. Później starałam się zrobić to samo w domu i w końcu zrównoważyłam dzienny bilans wody.
Zauważyłam spore zmiany w swoim organizmie np. przestała już mnie tak często boleć głowa, rzadziej czuję się zmęczona, moja cera się poprawiła.
Dwie ciekawostki; twój organizm czasami wysyła ci sprzeczne sygnały. Nie tylko kiedy suszy cię w gardle chce ci się pić, bywa też tak, że kiedy czujesz, że jesteś głodna/y to może też oznaczać, że po prostu organizm domaga się w ten sposób wody. Druga ciekawostka, to jak sprawdzić kiedy twój organizm jest dobrze nawodniony? Po barwie moczu. Jeśli jest bardzo ciemna, to znaczy, że brakuje wody w twoim organizmie, a im jaśniejsza barwa tym bardziej jesteś nawodniona/y. Pamiętaj też, że wszystko w umiarze, za dużo wody też wcale nie jest dobrze pić.
5. PRZESTAŁAM ŻYĆ PRZESZŁOŚCIĄ
To jest właśnie ten element przez który ciężko mi było żyć, nieustająco obwiniałam przeszłość za swoje uczucia, a także innych ludzi. Wydawało mi się, że nie mogę teraz normalnie funkcjonować przez wydarzenia, które kiedyś miały miejsce. Nadszedł moment, w którym chociaż jakaś część mnie pogodziła się z przeszłością i zrozumiała, że dziś może kształtować przyszłość, bo tego już było nie zmienię i rozpamiętywaniem o tym w kółko pogarszam tylko moje samopoczucie, a także samoocenę.
Doznałam wiele krzywd, są rzeczy o których marzę aby zniknęły z mojej pamięci na zawsze, ale musiałam nauczyć się z tym żyć i przestać zwalać swoje niepowodzenia na to co było. Dziś wspominam już tylko ten rok, który dużo zmienił, resztę pozostawiam za sobą i jest mi zdecydowanie lżej na duchu.
6. OTWORZYŁAM SIĘ NA LUDZI I ZMIENIŁAM SWOJE NASTAWIENIE
Walka z własnym charakterem nigdy nie jest łatwa, ale wiedziałam, że pewne swoje zachowania muszę zmienić. Wcześniej byłam bardzo negatywnie na wszystko nastawiona. Wszystko było złe, życie jest do dupy, a ludzie są okropni. Oczywiście takie moje myślenie sprawiało, że właśnie tak wszystko widziałam i tak też się czułam. I tu w sumie mogę zawdzięczać pomoc wielu osobom, które sprawiły, że staram się myśleć pozytywnie, dzięki czemu i życie stało się przyjemniejsze i widzę więcej pozytywów. Jak to mówią "potęga podświadomości" im bardziej w coś wierzysz, tym bardziej staje się to realne.
Otworzyłam się również na ludzi i tu nawet nie chodzi o mój introwertyzm, po prostu bałam się, bałam się, że znów ktoś mnie zrani, braku akceptacji i zrozumienia, więc unikałam większości ludzi i to niestety czasem dość drastycznie, bo potrafiłam być bardzo wredna (co często też słyszałam od innych) i chamska, nie pozwalałam komuś nawet spróbować ze mną porozmawiać.
Ale w pewnym momencie poczułam się już zmęczona tym odtrącaniem wszystkich, chciałam zobaczyć, co się stanie jak będę po prostu miła. Zrobiłam banalny test w pracy (wtedy w sklepie pracowałam), spróbowałam zagadywać do ludzi, uśmiechać się i wdawać się w rozmowy (czasem drobne flirty). I wow byłam zaskoczona efektami, nie dość, że okryłam, że nie cały świat zły, to czułam się szczęśliwa, ludzie wcale nie są takimi bucami jakimi ich malowałam, tzn. są ale nauczyłam się nie wrzucać wszystkich do jednego worka. Teraz jest mi dużo łatwiej nawiązywać znajomości, wyjść na miasto lub po prostu zagadać do kogoś.
A co Wam udało się zmienić w 2019?