
Nie ma miejsca w którym nie trafialiby się "wyjątkowi" klienci. Pracowałam w Żabkach dość długo by poznać chyba każdy możliwy typ klienta. Poniższe 5 punktów przedstawia tych najczęstszych, ale lista zdecydowanie jest dłuższa.
Post nie ma na celu obrażania kogokolwiek, więc proszę o zachowanie dystansu.
1. ALE TAM BYŁA INNA CENA
Gdy nagle przy kasie lub po wydrukowaniu paragonu okazuje się, że dany produkt ma inną cenę, zazwyczaj widać już od razu to oburzenie w oczach klienta i tutaj w 98% przypadków niestety okazuje się, że klient się myli, ponieważ po prostu źle odczytał cenę, albo spojrzał na inną. Z jednej strony jest to zrozumiałe, bo jednak cenówka w przypadku wielosztuk jest nietypowa, ale większość tych ludzi już nie jeden raz była w Żabce na zakupach i często to byli stali klienci, którzy wydawać by się mogło, że ogarnęli, o co chodzi z tą cenówką.
Pozostałe 2% wypadków, w których klient rzeczywiście miał rację, to gdy:
- Pracownicy nie zdjęli cenówki ze starą datą i to nie zawsze dlatego, że im się nie chciało, po prostu podczas zmiany promocji łatwo jest przeoczyć jakąś.
- Podczas gdy sprzedawca nie ma wpływu na nagłą zmianę ceny i tutaj wina leży po stronie tych osób w biurach, które się tym zajmują. Potrafią pozmieniać ceny paru produktów, nie zawsze informując pracowników, a nawet jeśli, nie wszyscy mają dostęp do komputera firmowego i nagle w ciągu chwili na kasie jest inna cena niż na cenówce i później to oczywiście pracownikowi się obrywa i on się musi tłumaczyć klientowi.
2. KAWOMANIACY
I tutaj dowiedziałam się jak wielu Polaków ma zamiast mózgu ciemną masę. Nie bierzcie tego aż tak dosłownie, po prostu wydaje mi się, że takie rzeczy są oczywiste...
1. "- Poproszę małą kawę, to ten najmniejszy kubeczek, tak?" Po czym często okazuje się, że klient myślał, że mała kawa to kubeczek do espresso. Serio? Ten kubeczek jest tak tyci, że nie wiem jak można w ogóle myśleć, że jest do małej kawy... I co najlepsze naprawdę wiele razy musiałam tłumaczyć, co to jest espresso i dlaczego jest tak małe.
2. Klient przy ekspresie, po zakupie małej kawy "- mam wybrać standard czy mega?" i właśnie w tym momencie trafiał mnie szlak. Naprawdę tak ciężko odróżnić te dwa słowa od siebie? "Mega" chyba mówi samo za siebie, że jest to duża kawa, a ty drogi kliencie wziąłeś małą. Czego nie rozumiesz? Oczywiście zdarzali się i tacy, którzy w ogóle nie pytali, włączali dużą, a potem się dziwili, że im się kawa przelewa...
3. CHYBA MAM PACZKĘ DO ODBIORU
Czyli grupa klientów, którzy doprowadzali do największej kurwicy...
Jako, że jest RODO to najczęściej pytaliśmy klienta o 3 ostatnie numery przesyłki i tu uwaga, wielu ludzi nie wie, co to jest. Najczęściej podawali 3-4 numery kodu do odbioru paczki, co w esemesie jest wyraźnie napisane, ale widocznie było to zbyt trudne do zrozumienia. Później ja marnowałam dużo czasu na znalezienie tej paczki, po czym nagle słyszałam "- A przepraszam podałam/em pani pin." I po raz drugi marnowałam czas na szukanie paczki, podczas gdy mogłam już obsługiwać następnego klienta.
Czasami zamiast "numeru przesyłki" mówiliśmy " 3 ostatnie numery listu przewozowego" w nadziei, że będzie to bardziej zrozumiałe, ale okazało, że to słowo jest jeszcze bardziej skompilowane dla Polaka.
Drugi typ to tacy z którymi wdawało się w bezsensowną kłótnię, bo oczywiście oni wiedzą lepiej.
To tacy którzy przychodzą i mówią "- zamówiłem coś, czekam na paczkę, może pani sprawdzić czy już jest?", pytałam wtedy od razu, czy ma pan kod odbioru, "- nie mam" to mówię, że nie ma paczki (kod odbioru jest wysyłany dopiero jak wbije się paczkę w system, co było robione od razu po otrzymaniu paczek od kuriera, więc wiem, że nie mam jej na 100%), "- Ale może pani sprawdzić?", najczęściej na spokojnie udawało mi się wytłumaczyć, dlaczego wiem, że jej nie ma, ale nie każdy to rozumie i potrafili na mnie najechać, że jestem wredna, że nie chce nawet sprawdzić itd., no ręce opadają po prostu...
4. CHCIAŁBYM WYPŁACIĆ GOTÓWKĘ
I tu ludzie najczęściej się oburzają. Jest to naprawdę fajna i wygodna opcja, ale niestety często niemożliwa i tu niestety klienci niezbyt to rozumieją, a to też nie jest wina kasjera (no chyba, że zaszliście komuś za skórę i pani ekspedientka specjalnie nie wypłaciła, ale to już chyba 1 przypadek na 100). Najgorzej gdy klient przyjdzie z samego rana gdy tej gotówki w kasie jeszcze nie ma, albo często przychodzą między zmianami (14:30) gdzie jest zmieniana kasetka i dopóki się nie uzbiera ileś tam gotówki, to ma się włączoną blokadę w systemie.
Ludziom wydaje się, że Żabka to bankomat, ale jest to tylko opcja i to nie jest tak, że zawsze były pieniądze. Teraz większość osób, jakieś 70-80% płaci kartą, więc przez to często nie byliśmy w stanie uzbierać odpowiedniej ilości gotówki, aby móc komuś wypłacić, a zdarzały się prośby o duże kwoty.
Innym powodem przez który nie mogliśmy wypłacić, to np. musieliśmy z kasy zapłacić za piekarnie i to nie małe kwoty, raz na tydzień za warzywa, albo sporadycznie za środki czystości.
5. DOMYŚL SIĘ CO CHCĘ / PRZYSZEDŁEM, ALE NIE WIEM PO CO
Klienci, którzy myślą, że jestem jakąś wróżką i domyślę się po co przyszli, lepiej, ja to powinnam wiedzieć, przecież są tu tak często, że jak mogłam tego nie zapamiętać!? A no mogłam, jak dziennie miałam ponad 500 klientów, ponad połowa to stali, więc trochę ich sporo i miałam prawo nie wiedzieć, zwłaszcza, że była masa obowiązków na sklepie, o których musiałam pamiętać i na pewno nie należy do nich pamiętanie kto, co zawsze bierze.
Przykład: klient przychodzi po papierosy albo seteczkę, staje przede mną i nie powie mi co chce, czeka aż się domyślę, a po pytaniu "co dla pana" słyszę "to co zawsze". A skąd ja mam wiedzieć, czasami faktycznie niektórych się zapamiętuje, ale nie zawsze i nie rozumiem oburzenia. Jestem tylko człowiekiem, a nie kurwa robotem.
Albo jeszcze lepiej "- poproszę Malboro." Ale przepraszam jakie??? Mam się domyślić. Posiadam na sklepie jakieś 11 rodzai i skąd mam wiedzieć, które chcesz???
Miałam też akcje, że dałam nie takie jakie klientka pali, bo ona stwierdziła, że ja to powinnam wiedzieć, po czym jak już nabiłam paragon zrobiła mi awanturę i mnie zwyzywała.
Albo jeszcze lepiej "- poproszę Malboro." Ale przepraszam jakie??? Mam się domyślić. Posiadam na sklepie jakieś 11 rodzai i skąd mam wiedzieć, które chcesz???
Miałam też akcje, że dałam nie takie jakie klientka pali, bo ona stwierdziła, że ja to powinnam wiedzieć, po czym jak już nabiłam paragon zrobiła mi awanturę i mnie zwyzywała.
Drugi typ to "przybyłem, ale nie wiem co chcę" ciekawe czy zadają sobie też fundamentalne pytanie "stworzyłeś mnie Boże, a nie wiem po co?".
Przykład:
- poproszę hod-doga
- jakiego
- nie wiem...
A co, ja mam wiedzieć? I to nie jest tak, że ta dyskusja jest krótka, często klient stał przede mną i marudził, że "a może to, a może jednak nie, w sumie to nie wiem, czy mam ochotę, albo wezmę coś innego, mogę to wymienić, a co pani poleca, co pani da to wezmę, a może jednak zapiekankę zamiast hot-doga, może wezmę kawkę, ale nie wiem czy mam ochotę".
Tutaj oczywiście w moim obowiązku leży aby pomóc, ale jak przychodzi taki Janusz i on nie wie czy chce kabanosa czy jednak chorizo i zastanawia się 10 min. a w kolejce stoją sfrustrowani klienci, to już nie jest fajne.
Miło, że zajrzeliście. ;)
Pytań nie mam, ale odpowiem na wszystkie Wasze.
Przykład:
- poproszę hod-doga
- jakiego
- nie wiem...
A co, ja mam wiedzieć? I to nie jest tak, że ta dyskusja jest krótka, często klient stał przede mną i marudził, że "a może to, a może jednak nie, w sumie to nie wiem, czy mam ochotę, albo wezmę coś innego, mogę to wymienić, a co pani poleca, co pani da to wezmę, a może jednak zapiekankę zamiast hot-doga, może wezmę kawkę, ale nie wiem czy mam ochotę".
Tutaj oczywiście w moim obowiązku leży aby pomóc, ale jak przychodzi taki Janusz i on nie wie czy chce kabanosa czy jednak chorizo i zastanawia się 10 min. a w kolejce stoją sfrustrowani klienci, to już nie jest fajne.

Miło, że zajrzeliście. ;)
Pytań nie mam, ale odpowiem na wszystkie Wasze.