5 AUTORÓW, KTÓRYCH PORZUCIŁAM


Każdy z nas ma swoich ulubionych pisarzy, sięgamy po każdą wydaną przez nich książkę, a przynajmniej się staramy. Dobrym przykładem są osoby, które lubią np. Kinga lub Cobena. Ale trafiają się też tacy autorzy, których w którymś momencie porzucamy z różnych powodów. Myślę, że każdemu z Was się to zdarzyło. Tych, których wymieniłam poniżej bardzo lubię i szanuję, ale jednak zdecydowałam się nie kontynuować przygody z nimi.



REMIGIUSZ MRÓZ 

Na sam początek wezmę pod lupę naszego polskiego, jednego z najbardziej znanych autorów thrillerów i kryminałów. Ja zaczęłam swoją przygodę z Mrozem tak jak większość, czyli od serii z niesamowitą bohaterką - Joanną Chyłką. I absolutnie się zakochałam, nie tylko w bohaterach, ale też w tempie, w którym toczy się książka, w porywającej fabule i fajnym stylu pisania autora. Potem sięgnęłam po 2 serię z Forstem, również polubiłam i nadal byłam podekscytowana. I już po skończeniu 3 części, zaczęło się slow motion. Autor wydawał kolejne książki, ale szum jaki się w okół nich zrobił, totalnie mnie odstraszył, na dłuższy czas dałam sobie spokój. Zdecydowałam się jednak sięgnąć jeszcze po ,,Behawiorystę", który o dziwo mnie zachwycił, a jakiś czas później po ,,Hashtag" i po tym tytule już ostatecznie dałam sobie spokój. I nie chodzi tylko o to, że był słaby, ale rzeczywiście czuć już ten spadek jakości w stylu pisania, chociaż może żeby nie urażać od razu  stylu, to pomysły Mroza już wydają się słabsze.

Dalej oczywiście zadział marketing, wiadomo że rozgłos jest fajny i dobrze, że aż tyle ludzi czyta te książki, ale miałam wrażenie, że wychodzą mi już przez ekran telefonu, nie byłam w stanie już słuchać o tym autorze, miałam dość! Odstraszyło mnie to od sięgania po kolejne tytuły. I już ostateczny czynnik, czyli opinii, ja wiem, że nie należy polegać na innych i najlepiej zapoznać z samemu, ale jak się ciągle słyszy o coraz to kolejnym tytule, że był bez szału, że słabo wypadł, pomysł do bani, nie była porywająca, to naprawdę odechciewa się próbować coś jeszcze czytać spod Jego pióra. A poza tym, tego już wyszło tyle, że jeszcze bardziej się nie chce nadrabiać. Także przygodę z tym autorem sobie odpuszczam. 


MAGGIE STIEFVATER

Trafiłam na tę pisarkę zupełnie przez przypadek w bibliotece. I pierwszy tytuł, który od niej przeczytałam to ,,Wyścig śmierci" i absolutnie spodobała mi się ta książka. W dodatku było lato, więc świetnie się wpasowała w klimat. Zachwycona tą powieścią, ruszyłam za poszukiwaniem innych jej książek. Trafiłam na ,,Drżenie", czyli jej trylogię o wilkach. Po przeczytaniu pierwszego tomu stwierdziłam, że to nie było nic wybitnego, jakiś denny romans dla nastolatków, ba, nawet gorszy od Zmierzchu, dałam sobie spokój. Potem zrobił się szum o jej innej serii, Kruczym Cyklu. I za cholerę mi nie podeszło. 2 razy próbowałam czytać 1 tom i po prostu stwierdziłam, że to zdecydowanie nie dla mnie.
Naprawdę chciałam polubić się z tą pisarką i również zachwycać się jej książkami, ale dałam sobie spokój. Aż przy dwóch seriach wymiękłam. Maggie jest zdecydowanie specyficzną pisarką, którą albo się lubi albo nienawidzi.

SARAH J. MAAS

Kolejna znana autorka, której książki są bardzo znane i lubiane. Moja przygoda z nią zaczęła się od serii Szklany Tron i to jeszcze zanim stał się popularny. Przeleciałam przez 2 część, ale na 3 już miałam zjazd, strasznie ciężko mi się to czytało i stwierdziłam, że sobie odpuszczę, ale później sporo się mówiło, więc skusiłam się już na ten 4 tom, który niestety porzuciłam. Nie mogłam się skupić na tym świecie fantastycznym i bohaterach. Oczywiście jej drugą serię o Dworach czytałam i uwielbiam, ale kontynuować przygodę z jej innymi książkami nie mam już w planie. Tutaj akurat jest mi bardziej przykro z tego powodu, ale nic na siłę przecież. Może trochę przesadzam, że ją porzuciłam, ale ja naprawdę mam spore wyrzuty sumienia z tego powodu. 

CARLOS RUIZ ZAFON

To jest zdecydowanie pisarz wybitny, którego warto znać. Zaczęłam od trylogii dla młodzieży, która ma niesamowity klimat, świetne historie i przyprawia o dreszcze na plecach. Byłam totalnie zafascynowana i chciałam przeczytać więcej Jego powieści, więc złapałam za ,,Marinę", którą absolutnie polubiłam (zresztą muszę ją sobie odświeżyć). Po lekkich klimatach postanowiłam złapać się za grubszy arsenał i wzięłam się za ,,Cień wiatru" i chociaż naprawdę doceniam piękny język pisarza, to jednak samo komponowanie opowieści już mi bardzo nie podpadło. Książka była zbyt monotonna, wałkująca ciągle ten sam temat, bohaterowie nudni jak flaki z olejem. Próbowałam kilka razy, ale ostatecznie stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie. Fanką nie zostanę i muszę sobie odpuścić. 

KATARZYNA BERENIKA MISZCZUK  

Przez 2 lata mijałam w bibliotece jej trylogię ,,Ja, diablica", aż w końcu po kilku opiniach, zdecydowałam się sięgnąć. Tak mi się spodobał 1 tom, że od razu złapałam za kolejne i połknęłam wszystkie na raz. Świetnie się bawiłam przy tych książkach, humor jest po prostu 9/10. I wiecie co? Nie mam totalnie zielonego pojęcia czemu, ale nie mam ochoty sięgać po jej inne powieści. Słyszałam wiele opinii, w większości pozytywne, a jednak żaden głos w mojej głowie nie mówi mi abym sięgnęła po coś jeszcze. I nie wiem czy to się kiedyś zmieni. Teoretycznie jej nie porzuciłam, bo przecież nie mam tylko chęci, ale fakt, że wiem iż jej powieści są naprawdę bardzo dobre, to odnoszę wrażenie jakbym ją porzuciła bez nawet spróbowania.


A Wy jakich autorów porzuciliście? 


0 komentarze:

Prześlij komentarz